Pisanie o integracji, kiedy się jej nie czuje, jest rzeczą niebywale trudną. Bo jak mam pisać o tym pięknym stanie spójności i harmonii, ugruntowania w sobie i w otaczającym mnie świecie, kiedy nie czuję, mimo prób i chęci, przynależności do otoczenia, w którym przebywam, pracy, którą wykonuję, stylu życia, który prowadzę w tym momencie? Za to czuję irytację, że go nie ma, tęsknotę za spójnością, której doświadczałam kiedyś niejednokrotnie.
Najpierw w Irlandii, nie od razu, bo była tęsknota za domem, za krajem, za przyjaciółmi, ale później przyszła moja pierwsza praca zawodowa, niezależność finansowa, nowi irlandzcy znajomi i przyjaciele. Wtedy przyszło uczucie integracji z tym krajem, sposobem funkcjonowania na co dzień. Hi, how are you, serdeczny uśmiech na twarzach osób mijanych na ulicach. Bardzo polubiłam tą uprzejmość na co dzień. Do Irlandii wracałam jak do domu. Były wzloty i upadki i powoli zaczęłam czuć przynależność do tego kraju i ludzi.
Później w słonecznej Hiszpanii, kiedy czułam, że słońce i morze w duszy mi gra, gdzie w końcu mogłam wyciągnąć z dna szafy krótkie rękawki i ułożyć je na głównej półce.
W niedzielę biegłam na plażę, na lekcje surfingu. Piękna architektura, którą napawałam swoje oczy i duszę, no i to międzynarodowe towarzystwo, każdy z innego zakątka świata. Uwielbiałam przebywać wśród tych ludzi, być częścią tego różnorodnego świata, przynależeć do tej wielokulturowości. Ale były też sytuacje pełne wyzwań, kiedy było mi ciężko. Aby odnaleźć się w czasami absurdalnym świecie hiszpańskiej biurokracji, trzeba po prostu skupić się na pięknie, jakie ten rejon oferuje, i szukać równie absurdalnych rozwiązań. Bo, kiedy po godzinach klikania w systemie internetowym przeze mnie i moich znajomych, chcących mi pomóc zdobyć miejsce w kolejce do urzędu, w końcu zapłaciłam 100 euro firmie, która pomagała w organizacji numeru identyfikacyjnego NIE (nasz PESEL) tylko po to, aby w końcu dostać to miejsce w kolejce! Mimo tego całość ta składała się na to, że czułam się bardzo zintegrowana z sobą, bo byłam w miejscu w którym chciałam być.
No i jeszcze podróże, w których na każdym kroku towarzyszył mi kontakt z nowym człowiekiem. Pamiętam, jak w Quito, stolicy Ekwadoru, na ulicy zagadnął do mnie jeden mężczyzna, …




