Powrót do domu nie zawsze prowadzi przez drzwi. Często prowadzi przez ciszę… W taką właśnie podróż chciałabym Cię dziś zabrać. Ja – Monika, która z otwartym sercem przyjęła zaproszenie Mai Zahorskiej, by wspomnieć o sobie kilka słów, niosąc jednocześnie przesłanie światu. Światu, który potrzebuje wrażliwych dusz. Temu, który potrzebuje sztuki jako drogowskazu do podróży w głąb siebie – do domu. To jedna z tych najważniejszych podróży, jakie przyjdzie nam odbyć w całym życiu.
Nazywam się Monika Szymonowska i jestem polską artystką mieszkającą w Belgii. Szczęśliwą mamą oraz żoną, wędrującą po swoje artystyczne marzenia. Dziś – z odwagą i wiarą, ale nie zawsze mi one towarzyszyły podczas tej podróży. Odnalazłam je w sobie dzięki integracji – nie tej powszechnie znanej, międzyludzkiej, ale integracji wewnętrznej.
W nurcie psychologicznym Carl Gustav Jung nazywał to indywiduacją – procesem stawania się bardziej kompletną i świadomą całością poprzez integrowanie różnych aspek- tów siebie. I to właśnie o tej formie integracji chciałabym Ci opowiedzieć. O poznaniu i poskładaniu wszystkich porozrzu- canych części siebie na nowo. Bo w tym wracaniu nie chodzi o stanie się kimś nowym, lecz o powrót do tego, co było zawsze czyste, nagie, prawdziwe i Twoje.
Pewnego dnia ja również zaczęłam wracać. Wracać do miejsca, które pozostawało zapomniane, a raczej zamiecione pod dywan i przykryte kołderką pozornej wystarczalności. W rzeczywistości wciąż nieukochane, które piskliwym, cieniutkim głosem wołało o uwagę. Każda z nieuzdrowionych ran, rozdrapywana na nowo, zataczała kolejne koło cierpienia. Jedynym drogowskazem, który pozwolił mi na ich zabliźnienie, był ten wskazujący miłość własną. Moment, w którym wysoka wrażliwość przestawała być kulą u nogi i zaczęła przejawiać się jako dar. To był moment, w którym bardziej namacalnie dostrzegłam trwający proces odradzania się. Dzięki temu dziś możecie mnie poznać…
Od 12 lat mieszkam w Belgii i to właśnie tutaj zaczęła się …




