W poszukiwaniu zabłąkanej duszy

justyna stiler-w poszukiwaniu zablakanej duszy-fot.prywatne archiwum

Kiedy przyjeżdża się do nowego kraju, wszystko wydaje się większe, intensywniejsze, bardziej kolorowe. Irlandia była pierwszym krajem, do którego przyleciałam samolotem. Pamiętam ekscytację, niepewność i ten pozytywny szok kulturowy, który sprawia, żeczłowiek zaczyna patrzeć na świat inaczej – jakby nagle ktoś podkręcił kolory i dźwięki, a rzeczy, które wcześniej wydawały się oczywiste, zaczęły nabierać nowego znaczenia.

Zafascynowała mnie różnorodność – ludzie z różnych stron świata, inne języki, inne zwyczaje i smaki. W mojej pierwszej pracy otaczały mnie osoby wielu narodowości. Moi znajomi pochodzili z różnych krajów, wspólnie obchodziliśmy święta, które wcześniej były mi zupełnie obce. Na stole pojawiały się dania, jakich nigdy wcześniej nie próbowałam – intensywne, aromatyczne, czasem zupełnie zaskakujące. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że to początek drogi, która na zawsze zmieni moje spojrzenie na świat.

Pewnego dnia kolega zabrał mnie do indyjskiej restauracji. To było prawdziwe przebudzenie kubków smakowych – zupełnie inne przyprawy, intensywność, kolory, zapachy, które zostawały w pamięci na długo. Później zabrałam tam mojego brata. Do dziś pamiętam jego minę po zjedzeniu papryczki chili. Śmialiśmy się długo, ale dla mnie to było coś więcej niż tylko zabawna sytuacja. To było pierwsze realne spotkanie z kulturą tak odmienną od tej, w której dorastałam. Udekorowana restauracja, rozmowy o hinduizmie, opowieści o Indiach i świętych krowach – wszystko to budziło we mnie ciekawość. Egzotyka, kolory, ludzie, historie. Zaczęłam rozumieć, że świat jest większy niż moje wcześniejsze wy- obrażenia, że istnieją rzeczy, których nie da się zrozumieć z daleka – trzeba je zobaczyć, poczuć, przeżyć.

Decyzja o wyjeździe do Indii z aparatem przyszła naturalnie. To już nie była tylko ciekawość – to była potrzeba zobaczenia wszystkiego z bliska, zanurzenia się w świecie, którywcześniejznałamtylkozopowieściismaków.Pierwsze dni były przytłaczające. Hałas, kolory, zapachy, tłum ludzi – wszystko działo się …

Aby przeczytać ten artykuł w całości, skorzystaj z naszej oferty.

Portrety Emigracji Nr 3(4)

Ten artykuł został wydany w kwartalniku Portrety Emigracji Nr 3(4)

Zapraszamy do zakupu całego wydania.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry