Sztuka jest jednym z najczystszych języków, jakimi dziecko potrafi mówić o sobie. Jako artystka od kilku lat prowadzę zajęcia artystyczne i coraz wyraźniej widzę, że proces twórczy staje się czymś więcej niż zabawą – to narzędzie wychowania, rozwoju, a czasem wręcz ratunek przed zamknięciem się w sobie. Na warsztatach obserwuję, jak sztuka staje się drogą otwierania się – jak mostem, po którym dzieci przechodzą z milczenia do wyrażania siebie. Te, które na co dzień są ciche i wycofane, zaczynają ostrożnie uchylać drzwi do swojego wnętrza. Ich dłonie sięgają po głębokie błękity, fiolety i szarości – barwy ukrytego smutku i niepewności – ale już sama odwaga użycia koloru jest pierwszym krokiem na tej drodze.
Inne dzieci wchodzą na nią z impetem, jakby biegnąc: ich kartki wybuchają czerwienią i żółcią, które mówią o radości, energii, ale też o niecierpliwości. Bywa, że w mozolnym powtarzaniu wzorów czy skrupulatnym układaniu elementów kolażu dostrzegam potrzebę zatrzymania się na chwilę – pragnienie, by poukładać świat, który bywa zbyt chaotyczny. Każdy kolor, każdy gest pędzla, każdy fragment przyklejonego papieru jest kolejnym krokiem w tej podróży.
To jak otwieranie kolejnych drzwi – czasem nieśmiało, czasem gwałtownie – ale zawsze w stronę większej odwagi, by powiedzieć: „Oto ja, taki właśnie jestem”. Takie obrazy są cenną wskazówką, bo dzieci nie zawsze potrafią nazwać…
Aby przeczytać ten artykuł w całości, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.



