Od A do Ż

Katarzyna Anżelika Garbal - Od A do Ż

Nie wybiera się swojego pierwszego przystanku. Ale każdy następny – już tak

Autobus PKS-u z przeciągłym jękiem zatrzymuje się na przystanku, a jego biało-pomarańczowa karoseria jest ledwie widoczna pod warstwą brudu i błota. Młoda kobieta robi kilka kroków, ostrożnie przestępując nad kałużą, chwyta zimną metalową klamkę i z wysiłkiem otwiera ciężkie drzwi. Wchodząc na wysoki stopień, niemalże traci równowagę, ale podkładając jedną dłoń pod napięty jak balon brzuch, udaje jej się ją odzyskać.

– Drzwi zamknie. Ziąb leci – warczy kierowca.
Wewnątrz autobusu jest jak w saunie. Powietrze gęste od oparów mokrej wełny, tytoniu i naftaliny. Wszystkie miejsca zajęte. Młody mężczyzna zrywa się na równe nogi. – Pani usiądzie. – Gestem wskazuje miejsce.

Aniela opada na twarde winylowe siedzenie. Jej długie kasztanowe włosy, w domu upięte w schludny kok, są teraz w nieładzie, a z wilgotnych kosmyków krople deszczu skapują na sukienkę. Wyjmuje z torebki kraciastą chusteczkę i osusza twarz i szyję.

Autobus wypełnia cichy szmer rozmów, narzekania na zimno, spóźniony kurs i niemiłego kierowcę. Jest zbyt zmęczona, by się tym przejmować. Żegna się, jak zawsze na początku podróży, prosząc Boga, by bezpiecznie dotarła do celu. Zamyka oczy.

– Już niedługo pani urodzi, od razu widać.
Obok siedzi starsza pani o jasnoniebieskich oczach i twarzy pooranej zmarszczkami jak kora topoli. Gdy mówi, jej cienkie, bezbarwne wargi odsłaniają srebrny ząb. Jest szczelnie opatulona w brązowy wełniany płaszcz z futrzanym kołnierzem, od którego bije silny zapach naftaliny. Spod kwiecistej chustki zawiązanej pod brodą wymknęło się kilka siwych kosmyków.

– Tak, termin miałam w zeszłym tygodniu, ale nic się nie stało.

– Widzę, że brzuch już pani opadł. To znak, że już niedługo. Skurcze się zaczęły?

– Tak, dziś rano. Chyba.
Tego ranka Aniela poczuła ścisk w dole brzucha. Ból, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła, zaczynał się w podbrzuszu a potem rozchodził jak fala przez całe ciało. Choć był to jej pierwszy raz, wiedziała, że nadszedł czas.

– To pani pierwsze? – Aniela przytakuje.

– Będzie dziewczynka, ja się znam. Brzuch u pani okrągły jak jabłko. Na chłopaka brzuch bardziej spiczasty.

– Cieszę się. Zawsze chciałam mieć córkę.
– Niech Bóg pani dopomoże.
– Dziękuję pani. – Aniela łapie za poręcz i z wysiłkiem podnosi się z miejsca. – Tu wysiadam. To przystanek przy szpitalu. Po dwudziestu godzinach porodu Aniela rodzi …

Aby przeczytać ten artykuł w całości, skorzystaj z naszej oferty.

Portrety Emigracji Nr 3(4)

Ten artykuł został wydany w kwartalniku Portrety Emigracji Nr 3(4)

We invite you to purchase the full issue.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Shopping Basket
Scroll to Top