Witam Was, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Oto mój debiut pisarski. Boję się i raduję jednocześnie. Odkrywam tutaj siebie na zupełnie nowej płaszczyźnie i Wy w tym wyzwaniu mi towarzyszycie, za co bardzo Wam dziękuję. Mam nadzieję że i Wam ta lektura – ta nasza wspólna wyprawa, przyniesie masę przeróżnych emocji. Pragnę Wam tutaj opowiadać o moich refleksjach z podróży po Ameryce Łacińskiej. O świecie pięknym, kolorowym, cha- otycznym, nieprzewidywalnym, tak innym od tego, który znałam, o świecie, który odkrywałam i nadal odkrywam w sobie.
Po ponad czternastu latach osiedlenia w Irlandii zostawiłam stabilną pracę, zrezygnowałam z mieszkania, spakowałam cały swój dorobek w pudła, które koleżanka zaoferowała się przechować na swoim poddaszu, i wyruszyłam w podróż. Z biletem w jedną stronę wsiadłam na pokład samolotu do Havany. Najpierw było międzylądowanie w Toronto, a potem cała Ameryka Łacińska — i ja razem z nią, obie czekające na odkrycie.
Odwaga?! Tak! Moja odwaga – przyjaciółka, o której nie wiedziałam, że mieszka we mnie!
Co mną kierowało? Głęboka potrzeba dowiedzenia się kim naprawdę jestem, co chcę w życiu robić.
Tak naprawdę swoją podróż rozpoczęłam znacznie wcześniej, już w Irlandii. Była to podróż duchowa, moja wewnętrzna, na której pewnym etapie zrozumiałam, że aby móc żyć po swojemu, muszę poznać siebie, więc muszę podjąć ryzyko i puścić wszytko co mi znane: świat poukładany i przedstawiony mi przez innych. A jaka jest moja interpretacja tego świata? Co dla mnie ważne? Co mi w duszy gra? …




