Coraz częściej czuję, że integracja nie jest sztuką upodobniania się. Być może jest raczej sztuką odnajdywania komfortu w złożoności – języków, kultur, pamięci i doświadczeń. Piszę to z perspektywy kolejnego roku emigracji – tym razem już dwudziestego – kiedy czas życia tutaj, w Irlandii, staje się niemal równy temu przeżytemu tam, w Polsce. W Polsce, której echa, wartości i kulturowe aspekty wciąż drzemią we mnie z taką siłą, że nieustannie domagają się, bym niosła je tutaj – mocno i zdecydowanie. A nawet więcej – jadąc do kolejnego kraju, również zabieram ze sobą polskie pieśni i sztukę ludową. Tak właśnie wydarzyło się w chorwackiej Rijece w kwietniu tego roku.
Pojechałyśmy tam z dziewczynami z Dzikich Jagód na zaproszenie organizacji Poljska Kultura i Civilizacija oraz wykładowczyni języka polskiego w Katedrze Polonistyki Uniwer- sytetu w Rijece. Katedra ta obchodziła w tym roku jubileusz 25-lecia swojego istnienia. Na zaproszenie wykładowczyni, Agnieszki Rudkowskiej, miałyśmy również przyjemność zatrzymać się w Willi Dworki – miejscu niezwykłym. Ponad sto lat temu był to dom polskiego konsula, a dziś, dzięki uporowi i wytrwałości jego wnuczki – częściowo Walijki, częściowo Chorwatki, ale wciąż mocno związanej z polskimi korzeniami Marijany Dworski – miejsce to nadal pozostaje przestrzenią spotkań i gromadzenia myśli wokół Polski.
Pięć dni w echach i świadomości polskości sprzed wieku: rozmowy po angielsku z Marijaną, która nie mówi po polsku; odnajdywanie podobieństw językowych między polskim a chorwackim, a przede wszystkim serdeczność i poczucie połączenia ponad różnicami oraz ogromna ciekawość wobec innego emigracyjnego świata.
Nie raz i nie dwa język angielski stawał się kluczem do komunikacji – mimo że my byłyśmy Polkami, a wokół nas byli …




