Czego nauczyła mnie emigracja i praca z kobietami
Kiedy przyjechałam do Irlandii, całą swoją uwagę i energię kierowałam na to, żeby sobie poradzić. Nowy język. Nowe miejsce zamieszkania. Nowa rzeczywistość. Pracowałam tam, gdzie była praca – w szklarni, fabryce, hotelach czy na recepcji. Skupiałam się na kolejnych zadaniach i stopniowym budowaniu życia od początku. W tamtym czasie nie zastanawiałam się nad stresem, odpornością psychiczną ani funkcjonowaniem układu nerwowego. Liczyło się działanie i zarabianie.
Dopiero po latach zrozumiałam, że moje największe wyzwanie nie dotyczyło odnalezienia się w nowym kraju. Dotyczyło życia w ciągłej gotowości. Gotowość do działania. Rozwiązywanie problemów. Adaptowa- nie się do zmian. Radzenie sobie samodzielnie.
Z perspektywy czasu widzę, że przez wiele lat utożsamiałam siłę z samodzielnością. Im więcej brałam na siebie, tym bardziej wierzyłam, że dobrze sobie radzę. Długo wydawało mi się, że tak właśnie wygląda odpowiedzialność. Praca, obowiązki, kolejne cele do zrealizowania. Skupiałam się na tym, co trzeba zrobić, załatwić i zorganizować. Rzadko zatrzymywałam się, by sprawdzić, jak naprawdę się czuję.
W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać, że pod codzienną skutecznością kryje się zmęczenie, którego nie da się odespać jednym wolnym weekendem. Coraz częściej towa- rzyszyło mi napięcie, które traktowałam jako coś normalnego. Byłam przyzwyczajona do działania i nie zauważyłam etapu, na którym ciągła gotowość stała się moim domyślnym spo- sobem funkcjonowania. Dzisiaj, po wielu latach pracy z kobietami podczas …




