To mogłaby być Malta. Albo Madera. Albo cokolwiek innego. W grę wchodziły fundusze i jazda po lewej stronie (jeszcze wtedy nie wiedziałam, że na Malcie również obowiązuje ruch lewostronny).
Ale jest jeszcze jedno miejsce w okolicach (oprócz UK), gdzie tak się jeździ (nie wsiadam tak ot znów na prawą, mimo że prawo jazdy zdawałam w Polsce), a ja wiedziałam, że wypożyczę auto, bo to dla mnie ważne. Wtedy mogę wszystko. Mogę sobie jeździć i spać w nim i zawsze się schować, gdy najdzie mnie na to ochota.
Cypr. Cyprus – wyspa podzielona. Wyspa wiecznie w czyichś rękach. Wyspa, gdzie pachnie wanilia i oregano. I moja destynacja, a na niej wiele innych moich destynacji. I moje kolejne: „Nie wiem. Nie znam. Niczego tu nie znam. Boję się”. Chociaż moja podróż, trwająca już tak naprawdę kilkadziesiąt godzin, delikatnie uwalniała mnie od „boję się”, wciąż wszystko dla mnie było nowe.
Wracając więc do tematu, mój gospodarz pochodzi z Jemenu, kraju objętego wojną. Jak rzekł – on tam powrotu nie ma, a wojna w Jemenie zaczęła się jak ta na Ukrainie.
Trwa do dziś od 2015 roku.
„Anna. Wojna to świetny biznes. Zawsze tak było. Dlatego
zawsze one są. Dlatego. I tylko dlatego.”
Opowiada mi o swoim życiu, o rodzinie, o ucieczce do
Dubaju i jak bardzo mu się tam nie podobało. I jakie to ważne w życiu, aby być we właściwym czasie, we właściwym miejscu. Pytam. Jestem bardzo ciekawa drugiego człowieka. Chcę
wiedzieć tak dużo! A on mówi. Chętnie mówi. Słucham… Myślę sobie, jak bardzo jesteśmy różni. I jak bardzo tacy sami. Spędzam tam kilka dni. Pomiędzy rozmowami, posiłkami i spacerami, przyglądam się sobie i swojemu życiu. Zeland pisze, aby szukać tego, co zmieni nasze życie w święto. A co moje życie zmieni w święto? Co to jest?




