Emigracja często uwypukla naszą siłę – zarówno tę fizyczną, jak i psychiczną. Zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy mistrzami w przekraczaniu własnych granic – zarówno w pracy, jak i w przemilczaniu tego, co czujemy. Dla wielu to najszybsza droga, by poradzić sobie z tęsknotą, zagubieniem i kolejnym początkiem. Starając się nie przewrócić pod tym ciężarem, często wypieramy to, co polskie. Szkoda, bo to miłość, która może nas uskrzydlać.
Podczas prowadzenia warsztatów dla rodziców, często dopytuję, dlaczego chcemy, by nasze dzieci – urodzone i wychowane w różnych zakątkach świata – znały język polski. W tym momencie zazwyczaj pojawia się lawina argumentów naukowych potwierdzających walory dwujęzyczności. Szybko jednak dochodzimy do spraw kluczowych – chcemy przekazać naszym dzieciom szeroko rozumianą polskość. Widzimy ją w gościnności, rodzinności, waleczności, zaradności, wspólnotowości, pracowitości i przywiązaniu do tradycji. Co ciekawe, intensywnie pielęgnujemy w sobie te cechy, zestawiając je ze środowiskiem, w którym się znaleźliśmy. Może część z nas dopiero wtedy zauważa, jak wiele posiadamy? Warto przy tym dojść do wniosku, że to, co tak bardzo lubimy w swoim pochodzeniu, jest drogą do dwuję-zycznego sukcesu naszych dzieci.
Do nauczenia się języka prowadzi wiele ścieżek. Droga usłana podręcznikami, sobotami spędzonymi w polskiej szkole czy ciągłymi upomnieniami w domu, nie jest jedy- na. Oczywiście, możemy wybierać środki, które dla wielu okazują się pomocne, ale jestem przekonana, że sukces w tym obszarze odnosi się również – a może: przede wszystkim – do …




