Jeśli chcielibyśmy spojrzeć na tematykę miłości kochanków w polskich pieśniach tradycyjnych to wydaje się to niezmierzoną rzeką, której źródła – im bardziej je eksploruję – wydają się jeszcze bogatsze.
Tak jak i we współczesnych czasach to iście chwytliwy temat; czemuż więc by miało to omijać uwagę naszych przodków.
Przytoczę tutaj tylko kilka moich ulubionych wątków z pieśni ludowszczyzny. Od tych wymarzonych, gdzie, niczym w Malinowym chruśniaku Leśmiana:
„…Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała…”.
W ludowiźnie tak mocnej erotycznie metafory jeszcze może nie było, ale cudowny splot niejednoznaczności subtelnie zdradzał przebieg akcji kochanków, których w rozkoszy łączył słodki smak soku malin. Na pograniczu polsko-litewskim, na tzw. Suwalszczyźnie, do dziś ten utwór wykonuje zespół Pogranicze z Szypliszk:
„…Pojdziem, Jasiu, w ciemniejsze doliny, Tam nabierzem czerwieńszych malinek…”
Jasia na noc wpuści Marysia tylko z jego koszyczkiem malin, z biciem serca zapytując, czy aby …



