Urodziłam i wychowałam się na warszawskim Mokotowie, a dokładnie na Sadybie. Takie typowe blokowisko. Wszystkie dzieciaki w bloku były dla siebie jak rodzina, przez co uważam, że miałam fajne dzieciństwo i okres dorastania. Rodzice od najmłodszych lat uczyli mnie szacunku do drugiego człowieka i bezinteresownej pomocy. Tata – społecznik jakich mało a mama… Oprócz pracy miała pasję szycia, wyszywania i opowiadania bajek. Dzięki temu wszyscy dookoła mieli tzw. usługi krawieckie za darmo, a w dziesiątkach domów do dziś na pewno można znaleźć kilimy wyszywane przez moją mamę.
Bajki… Mama wymyśliła zajączka Szarusia, którego rzekomo spotykała w drodze do pracy i który to zajączek opowiadał jej swoje przygody. Potem siadała w mieszkaniu otoczona wianuszkiem osiedlowych dzieciaków i przekazywała nowe przygody Szarusia. Oczywiście wszyscy słuchaliśmy jej z otwartymi buziami…
Moja rodzina ma wojenne historie… Dziadek i jego brat uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim. Przy okazji rodzinnych spotkań zawsze było miejsce na piosenki z tamtych czasów. Zawsze pamięć o tych ciężkich czasach była u nas w domu pielęgnowana. Opowiadano mi o Szarych Szeregach, co na pewno zaszczepiło we mnie harcerski gen. Tata zawsze coś organizował, komuś pomagał w rozwiązywaniu problemów. Mama też nie stroniła od osób, którym trzeba było w jakiś sposób pomóc. I w takich właśnie warunkach dorastałam ja, a jak się mawia żartobliwie: „gena nie wydłubiesz”…
Aby przeczytać ten artykuł w całości, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.



