Trochę więcej niż wczoraj

Kiedy wyjeżdżałam z Polski, usłyszałam zdanie mówiące o tym, że najłatwiej się odciąć, spakować i wyjechać. Uderzyło mnie to bardzo, bo
wyjeżdżając, miałam zamiar budować, a nie od czegokolwiek lub kogokolwiek się odcinać. Z czasem jednak, rzeczywiście, pewne znajomości się zakończyły, ale za to inne albo się zacieśniły, albo nawiązały od nowa. Nie zmieniło się tylko jedno: chociaż mieszkam tysiące kilometrów od miejsca,w którym się wychowałam, a rodzinę widuję raz na kilka lat, niczego nie zapomniałam i akurat od tej części mojego istnienia nigdy się nie odcięłam: od moich korzeni. Wręcz przeciwnie – spora część moich tekstów jest inspirowana wspomnieniami. Tak jest również i tym razem.

Pamiętam dłonie mojej babci – zniszczone pracą w polu, w obejściu i w domu. Dłonie mojej mamy – delikatniejsze, chociaż też nieznające odpoczynku. A dzisiaj patrzę na moje – miękkie, niespracowane, a przynajmniej nie tak bardzo. Trudno bowiem porównywać pracę za kierownicą czy przy komputerze do pracy w polu od świtu do nocy. Wygląd moich dłoni nie jest wynikiem tylko większej dostępności dóbr takich jak kosmetyki. To także wynik decyzji, które podjęły w swoim życiu zarówno moja babka, jak i matka.

To one, każda we właściwym sobie momencie, dokonały wyborów, które – mniej lub bardziej bezpośrednio – doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem dziś i z którego mogę z odwagą napisać ten tekst.

Dziedziczenie bowiem nie odnosi się tylko do dóbr materialnych zapisanych w testamencie …

Aby przeczytać ten artykuł w całości, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.

Portrety Emigracji nr 1 - wersja papierowa

Ten artykuł został wydany w kwartalniku Portrety Emigracji Nr 1 (1)

Zapraszamy do zakupu całego wydania.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry