Moja tożsamość zaczyna się w rodzinie
Nigdy nie przypuszczałam, że macierzyństwo stanie się osią mojego życia. Że świadomie odsunę na bok część zawodowych ambicji, aby towarzyszyć mojej „watasze” w codziennym wzrastaniu – w zmęczeniu, chaosie, śmiechu i zachwycie. Dziś wiem, że to właśnie moje dzieci i partner są moimi najważniejszymi nauczycielami.
Szczególną siłą przemiany stało się dla mnie macierzyństwo dziecka z zespołem Downa. Pierworodny – z dodatkowymi „profitami”, jak czasem żartobliwie mówimy – stał się moim nauczycielem odwagi, cierpliwości i bezwarunkowej obecności. To dzięki niemu nauczyłam się tworzyć zmianę najpierw w sobie. Przestałam czekać, aż będę „wystarczająco gotowa”. Zrozumiałam, że to droga jest nauczycielem.
W poszukiwaniu szczęścia dla moich dzieci trafiłam na książkę Wojciecha Eichelbergera Jak wychować szczęśliwe dziecko. Zostało ze mną jedno zdanie, którego sens towarzyszy mi każdego dnia:
Rodzicu, zadbaj o swoje szczęście. Jesteś pierwszym bohaterem swojego dziecka – ono bierze przykład z Ciebie.
Od szesnastu lat staram się o tym pamiętać.
Od ponad dziesięciu lat idziemy z dziećmi drogą pedagogiki waldorfskiej. Zasada integracji head, heart, hands – głowy, serca i rąk – stała się również moją osobistą szkołą życia. Uczę się, że prawdziwe poznanie rodzi się z doświadczenia, że myśl powinna być przepuszczona przez serce, a następnie ucieleśniona w działaniu. Ta droga nauczyła mnie …




