Stajesz rano przed lustrem i widzisz… siebie. Chyba. Ta sama twarz, co wczoraj, tylko trochę bardziej zmęczona. Te same oczy, choć może patrzą delikatnie płyciej. I myślisz sobie „Okej, to nadal ja”.
Ale co to właściwie znaczy?
Toż, czyli ta dziwna ciągłość, TOŻ to proste. To fakt, że jesteś. Że trwasz. Że ta, która wczoraj zjadła croissanta o dziesiątej rano, to ta sama osoba, która dziś żałuje, że nie kupiła dwóch. Filozofowie lubią komplikować: „Czy jeste- śmy tymi samymi osobami po wymianie wszystkich komórek?”. Ale ty masz PESEL i nikt cię nie pyta o komórki. Praktycznie musisz być sobą, urzędy nie przewidują alternatyw. I to jest właśnie TOŻ– ta nitka, która łączy wszystkie wersje ciebie w jedną historię. Niezbyt zgrabną, pełną zwrotów akcji, ale twoją.
Samość, czyli jak to się robi. A SAMOŚĆ to coś innego. To nie pytanie „Czy jesteś?”, ale „Jak jesteś?”. „Bądź sobą” – mówią. Jakby to było takie proste. Jakby samość była jedną rzeczą, którą można po prostu założyć rano jak ulubiony sweter. Ale spróbuj odpowiedzieć: „Kim jesteś?”. No właśnie.
Bo może wcale nie chodzi o bycie sobą…




