Emigracyjny portret utkany z trzech historii
Są przedmioty, które leżą cicho na strychu, w szufladach, na dnie zakurzonych pudeł. Ale wystarczy jeden zwrot w życiu i nagle znów wędrują z nami. Przenoszone jak stara walizka, w której skryła się pamięć o nas samych sprzed lat. Nie chcemy się ich pozbyć. Może nawet nie potrafimy. Rozstanie z nimi byłoby jak symboliczne spotkanie ze śmiercią, jakby część nas miała zniknąć bezpowrotnie.
Wprzedmiotach często zostaje historia – nieusuwalna, zespolona z materią. Są jak kapsuły czasu, wystarczy je otworzyć, by wrócić: do siebie dawnego, a czasem do kogoś, kogo już nie rozpoznajemy. Są też takie, które chowamy w szkatułkach. Wyjmowane tylko od święta, noszą w sobie opowieść o ciągłości pokoleń, o tych, którzy byli przed nami, o więzi. Nawet jeśli to my dopisaliśmy do nich własną legendę.
I wreszcie są przedmioty nieobecne. Zagubione, oddane, zatrzymane gdzieś po drodze. A jednak nie potrafimy o nich zapomnieć – zostają z nami.
W świecie, w którym rzeczy tak łatwo tracą wartość, próbujemy znaleźć kotwicę – coś, co przypomni nam, kim jesteśmy. Dziś zapraszam Cię, Drogi Czytelniku, na spotkanie z Marzeną Strońską, która zgodziła się uchylić drzwi do swojej prywatnej opowieści. Opowieści zapisanej nie tylko w doświadczeniach emigracji, lecz także w przedmiotach bliskich jej sercu.
Z wykształcenia psycholog, z powołania uważna obserwatorka dziecięcego świata. Swoją drogę zawodową związała z pracą z dziećmi i młodzieżą, tworząc przestrzenie, w których rozwój splata się z zabawą. Jest współwłaścicielką trzech placówek przedszkolnych Really Cool Afterschool and Montessori, a także współtwórczynią projektu Really Cool Parties, w ramach którego organizuje wydarzenia i atrakcje dla dzieci.
Jej działalność wykracza także poza świat najmłodszych. Jako założycielka organizacji Really Cool Adventure, działającej na rzecz młodzieży i młodych dorosłych, otwiera przed ludźmi w Irlandii nowe możliwości – podróżowania, integracji i odkrywania siebie.
Pierścionek z rubinem
Tak bardzo chciałam, żeby ten pierścionek był świadkiem życia babci Anieli. Pragnęłam, żeby był jej pierścionkiem zaręczynowym, symbolem miłości dziadka. Nawet przez długi czas w to wierzyłam. Historia okazała się jednak inna. Babcia kupiła go kilka lat przed moimi osiemnastymi urodzinami, z myślą o tym, by podarować mi go właśnie wtedy.
Moi dziadkowie pochodzili z bardzo biednych rodzin, nie było ich stać na …




