To zdanie brzmi jak sprzeczność, lecz właśnie w nim kryje się najbardziej ludzka prawda. Miłość nie zna komend. Nie zamyka swoich drzwi, kiedy rozsypuje się wspólna codzienność. Nie ściera się z datami, decyzjami i umowami. Miłość potrafi trwać w najdziwniejszych miejscach, nawet tam, gdzie już nie ma relacji. To uczucie, które nosimy w sobie, nie zniknęło w ciągu dnia, w którym powiedzieliśmy sobie dość. Nie wyparowało, gdy zapadła cisza między nami. Miłość ma w sobie coś z ognia, ale ma też coś z popiołu. Potrafi się tlić długo po tym, kiedy płomień nie ma już prawa istnieć. I właśnie w tym tlenie jest największa lekcja.
Miłość może boleć i jednocześnie prowadzić. Może ranić i jednocześnie uzdrawiać. Może stać się pomostem do czegoś, czego nikt z nas wcześniej nie przeczuwał. Ta, która przestaje płynąć ku drugiej osobie, zaczyna szukać ujścia w …




