Maja Izabela Zahorska w rozmowie z Konradem Janosikiem Bielskim – trenerem mentalno-duchowym, prowadzącym projekt Akademia Serca i Umysłu, człowiekiem, który w roku 2025 postanowił zamieszkać w kamperze i celebrować życie każdego dnia.
Maja Izabela Zahorska: Konrad, mieszkałeś w Irlandii 21 lat. Co sprawiło, że postanowiłeś z rodziną wyruszyć w świat i zamieszkać w domu na kołach?
Konrad Janosik-Bielski: Trudno wskazać jedną konkretną rzecz, która o tym zdecydowała. To było raczej coś, co dojrzewało we mnie przez wiele lat. Pomysł podróży pojawiał się regularnie, wracał jak przypływ. Czasem był tylko cichym marzeniem, czasem bardzo wyraźnym pragnieniem, ale nigdy tak naprawdę nie zniknął. Nie wiem, czy zadecydował zbieg życiowych okoliczności, moja gotowość, czy zgoda żony. Być może wszystko po trochu. W pewnym momencie poczułem jednak, że jeśli znowu odłożę to na później, to nie będzie to już kwestia rozsądku czy odpowiedzialności, ale rezygnacji z czegoś bardzo ważnego.
Bardzo mocno wierzę, że każdy z nas nosi w sobie pewien wewnętrzny kierunek. Coś, co nas woła. Nie zawsze jest to wielka misja czy spektakularny cel. Czasem jest to po prostu poczucie, że życie mogłoby wyglądać inaczej. Problem polega na tym, że wielu z nas przez lata uczy się zagłuszać ten głos. Mówimy sobie: jeszcze nie teraz, najpierw praca, kredyt, dzieci, bezpieczeństwo. W końcu zaczynamy żyć bardziej według kalendarza i oczekiwań niż według tego, co naprawdę czujemy.
Teraz nie do końca wiem, czy jest to podróż życia, czy po prostu życie w podróży. W pewnym sensie jest próbą wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Za to, by przeżyć je świadomie, a nie tylko poprawnie. Trudno mi powiedzieć, co dokładnie chcę osiągnąć tą podróżą, bo jest ona z natury nieprzewidywalna. Nie jadę po konkretny rezultat. Nie szukam jednego miejsca, które nagle da wszystkie odpowiedzi – choć, gdzieś w głębi tli się nadzieja, że któregoś dnia poczuję, gdzie jest mój dom. Jednak, dzięki tej podróży, chyba najbardziej chcę odzyskać siebie.
Co dała Ci Irlandia?
Jestem jej wdzięczny za wszystko, co otrzymałem. To kraj, który dał mi szansę, pracę, przyjaciół, doświadczenia i dom na dużą część mojego życia. Jednocześnie coraz mocniej czułem, że nie chcę już żyć wyłącznie od rachunku do rachunku, od weekendu do weekendu, od urlopu do urlopu. A przełomowym momentem był dzień, w którym Samuel narysował obrazek, na którym był on i mama w domu. Po pytaniu, o to, gdzie jest tata – odwrócił kartkę, mówiąc:
„Tutaj. Tata jest w pracy”. Nie chciałem dłużej sprzedawać swojego czasu, swojej uwagi i swojego „tu i teraz” za obietnicę życia, które …

