Dom jako sanktuarium miłości

Izabella Wrombel dom jako sanktuarium milosci

Nasza wspólna historia rozpoczęła w Irlandii. Ja miałam stabilne, choć nie do końca spełnione życie, duży dom, nowy samochód, małą firmę z polem lawendowym i pracę na pół etatu, ale także zakończone małżeństwo. Rafał pracował, choć brakowało mu perspektyw na rozwój i spełnienie marzeń.

Nasze ścieżki połączyły pszczoły, choć początkowo o tym nie wiedzieliśmy. Oficjalnie poznaliśmy się kilka miesięcy później, podczas Nocy Kupały, choć wtedy każde z nas było zajęte własnym towarzystwem. Kontynuowaliśmy spotkania na wspólnych biwakach. W końcu na jednym z nich, w moje urodziny, zaiskrzyło!

Mimo to, mieliśmy jeszcze swoje sprawy do uporządkowania i to na nich w tamtym czasie najbardziej się skupiliśmy. Mijały miesiące. Pewnego dnia zgodnie stwierdziliśmy, że taka „wegetacja” nie ma sensu. Pragnęliśmy zmiany, ciszy, spokoju i prostego życia. Z wiekiem przestaje się myśleć o pubach, imprezach i pogoni za pieniądzem.

Rafał zaskoczył mnie wiadomością, że jakiś czas temu kupił dom w …

Aby przeczytać ten artykuł w całości, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.

Portrety Emigracji Nr 1(2)

Ten artykuł został wydany w kwartalniku Portrety Emigracji Nr 1 (2)

Zapraszamy do zakupu całego wydania.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry