Integracja na emigracji przypomina próbę zszycia dwóch różnych tkanin, z czego jedna jest delikatną koronką, a druga grubą wełną. I jakiej bym nie użyła nici i z której strony nie zaczęła tych tkanin łączyć, zawsze jedna tkanina się marszczy lub pod drugą nitka się pętelkuje. Jedna pachnie łąką, truskawkami czy iglastym lasem i brzmi językiem dzieciństwa. Druga obcym akcentem, innymi zasadami uprzejmości, nową hierarchią wartości i koniecznością ciągłego tłumaczenia siebie światu – skąd jestem i po co przyjechałam. Mój problem z integracją polegał na tym, że długo wierzyłam, że wystarczy nauczyć się języka i zna- leźć pracę, by „się zintegrować”. Teraz wiem, że prawdziwa, głęboka integracja nigdy nie nastąpi, bo ciągle, przy różnych okazjach wychodzi ze mnie moja polska mentalność.
Po przekroczeniu granicy nie stałam się nagle …

