Powiedzmy sobie szczerze: prowadzenie firmy w Irlandii to nie jest romantyczny film! To jest raczej komedia z elementami dramatu, w której główną rolę gra Polka, która walczy z deszczem, wiatrem (który pada z dołu i z góry) i… setką formularzy z Local Enterprise Office (Lokalne biuro przedsiębiorczości), żeby dostać grant!
Zostawmy na moment mity o wstawaniu o piątej rano, jodze o poranku i idealnym planie dnia. Prawdziwa Super Girl w biznesie to nie ta z Insta z filtrami. Polska przedsiębiorczyni w Irlandii to prawdziwa bohaterka!
Jaka jest nasza supermoc?
To, co robimy, po trzech nieprzespanych nocach. Wczoraj siedziałyśmy do rana, a dziś o ósmej rano już ogarniamy chaos w biurze (albo w domowym gabinecie, który jest też salonem i sypialnią jednocześnie!). I mimo wszystko, znajdujemy w sobie siłę, żeby iść dalej. Bo my, Polki, mamy wbudowany ten silnik, który pracuje na zapałce i determinacji.
Mamy też odwagę, żeby powiedzieć „NIE”. Klient chce „na wczoraj”, a my wiemy, że to oznacza jechanie na oparach. Prawdziwa moc to powiedzenie „nie” i zadbanie o siebie. Bo nasz biznes jest tak silny, jak my same! Pamiętajcie o tym, zanim wyczerpiecie całą baterię!
A co z narzekaniem? Może i narzekamy na pogodę (zwłaszcza gdy mieszkamy na Dzikim Zachodzie Irlandii, czyli Co. Mayo tak jak ja), ale zamiast tego… wyciągamy wnioski! Zakładamy nasze „różowe okulary” i idziemy do przodu albo… latami na ciepłe wyspy po słońce, którego …
Aby przeczytać ten artykuł w całości, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.



