Emigracyjny portret utkany z trzech historii
Przedmioty, niczym cisi przyjaciele, niosą w sobie historie osób, których ciepłe dłonie miały okazję ich dotknąć. Są niemymi świadkami naszego życia. Niektóre nie mają dla nas szczególnej wartości, ale są i takie, które przykładamy do serca i czujemy z nimi szczególny rodzaj połączenia. Marie Kondo – znana japońska konsultantka od porządków – kieruje się zasadą, że jeśli bierzesz przedmiot do rąk i przykładasz go do siebie, a on wywołuje radość, wdzięczność i ciepło – zostawiasz go. Jeśli czujesz ciężar, obojętność lub zniechęcenie – dziękujesz mu i się z nim rozstajesz.
Tutaj, drogi Czytelniku, chcę mówić o przedmiotach, które wywołują w naszych sercach właśnie te piękne emocje. Chciałabym, by ich historie niosły za sobą praw- dę – prawdę o człowieku. Były osobistym portretem emi- gracyjnym, mówiącym o wartościach, o głębi człowieka, o jego pragnieniach i tęsknotach. Wiem, że będzie to por- tret niepełny, skrawkowy. Ale czy istnieje coś, co daje peł- ny obraz człowieka? Zapraszam Cię, drogi Czytelniku, do spojrzenia inaczej na to, za czym tęskni emigracyjna dusza …
Aby przeczytać ten artykuł w całości, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.




